Nothing can stop us now ♥
poniedziałek, 5 maja 2014
Witajcie po długiej przerwie!
Mam nadzieję, że weekend majowy mija Wam powoli, miło i przyjemnie. :)
Po ponad rocznej przerwie od blogowania wracam ,, do żywych'' i do piszących ;
Między świątecznym obżarstwem, egzaminami a leniwą majówką dopadł mnie pewien pomysł.
Przewiduję około 30 rozdziałów, których mam już zarys.
Prolog już znajduje się na blogu, a następne rozdziały w każdą kolejną niedzielę, chyba że nastąpią jakieś zmiany, ale o tym w razie czego będę informowała Was na bieżąco.
Zapraszam do czytania i komentowania: even-if-i-cried.blogspot.com
Buziaki. Cheryl :*
niedziela, 14 kwietnia 2013
EPILOG ♥
soundtrack 1
-Gratuluję państwu cudownej córeczki i cudownego synka.- uśmiechnęła się pielęgniarka podając Amelce drugie dziecko- Niech państwo się nimi nacieszą, bo później będziemy musieli je zbadać.- ponownie się uśmiechnęła po czym wyszła z sali zostawiając młodych rodziców samych.
-Jakie one malutkie...- wzruszył się Przemek spoglądając na maluchy
-A co, myślałeś, że się od razu duże urodzą?- uśmiechnęła się jego żona
-No nie, nie.- zaśmiał się- Cudowne dzieciaczki.
-No co jak co, ale one to nam się wyjątkowo udały.
-Kocham Cię, kocham Was.- powiedział Przemek przytulając się do nich
-Przemek obiecaj mi coś....- zaczęła Amelka- obiecaj, że już nigdy nie pozwolisz, abym uciekła.
-Obiecuję. Kochanie, obiecuję ci to.- powiedział po czym ucałował czule swoją żonę.
soundtrack 2
Pierwsze dźwięki marszu weselnego. Piękna panna młoda szła alejką w ogrodzie.
Przemek spojrzał na nią z zachwytem. Wyglądała przepięknie w tej sukience. Zupełnie tak jak wtedy, ponad dwa lata temu. Tylko niestety potem trochę nie tak się potoczyło...
Ale to już nie ma najmniejszego znaczenia. Teraz liczy się tylko to, co jest tu i teraz...
Czuł się zupełnie tak samo jak tamtym razem. Patrząc na Nią czuł bezgraniczną miłość i niezwykłą dumę, że to właśnie Jego wybrała.
Oboje czuli, że mogli uniknąć tej sytuacji sprzed roku. Bo oboje nawalili. Wina zawsze leży po obu stronach.
Ale, no nic. Trudno. Przecież najważniejsze, że im się udało.
Kolejna wygrana Przemka. Tym razem w walce o uratowanie małżeństwa...
-Zebraliśmy się dzisiaj tutaj, aby ta oto dwójka odnowiła swoje przysięgi małżeńskie.- powiedział ksiądz
-Nasze małżeństwo nie układało się do tej pory po naszej myśli.- zaczął Tytoń- Na początku było pięknie i uroczo, ale potem coś zaczęło się psuć. Zabrakło nam wytrwałości i sił, aby szczerze porozmawiać i spróbować wszystko naprawić.- mówił wciąż patrząc prosto w oczy Amelki- Dopiero Twój wypadek był w stanie sprawić, abyśmy oboje zauważyli ile dla siebie znaczymy. A w szczególności ja to zauważyłem... Dlatego chciałbym, aby zacząć nasze małżeństwo ,,od nowa". Już bez żadnych tajemnic...
-(...) Ja Amelia Fornalik- Tytoń ślubuję Tobie, że już nigdy przenigdy nie będę się bała. Teraz wiem, że zawsze mogę na Ciebie liczyć i nie zawaham się z Tobą szczerze porozmawiać, gdy będzie taka potrzeba. Od dzisiaj będziemy znowu żyli szczęśliwie, tak jak w pierwszym miesiącu naszego małżeństwa. Będę Ci wierna i będę zawsze obok Ciebie, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Razem pokonaliśmy już bardzo wiele i teraz nadszedł czas, abyśmy przekazali naszą wiedzę naszym dzieciom- Amelia odwróciła się i spojrzała na dwójkę 8-miesięcznych maluchów, które trzymali ich rodzice- Kocham Cię i już nigdy nie popełnię tego błędu co rok temu- wyszeptała patrząc mu prosto w oczy.
-(...) Ja również nigdy nie popełnię tego samego błędu. Po tym co przeżyłem gdy byłaś w szpitalu... Już nigdy nie pozwolę Ci odejść. Choćbyś mnie biła, kopała i wyrywała się to ja i tak będę Cię mocno trzymał, bo nie zniósłbym gdyby coś złego Ci się stało. Nie wiem jak to możliwe, ale ja nie umiem i nie chcę żyć bez Ciebie...-Amelka uśmiechnęła się delikatnie- Jesteś, wszyscy troje jesteście wszystkim co mam. I kocham Was wszystkim nad życie. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi i każdego dnia dziękuję Bogu, za to, że Cię spotkałem.- zakończył Przemek
-Bóg pozwolił Wam dwójce naprawić to co zepsuliście. Teraz możecie zacząć wszystko od nowa, pamiętajcie, aby nie stracić kolejnej szansy... No, to teraz może Pan pocałować żonę- uśmiechnął się
Bramkarz długo nie zwlekał z wykonaniem polecenia księdza.
-Kocham Cię, zawsze, wszędzie i pomimo wszystko- wyszeptał jej wprost do ucha
Po odnowieniu przysiąg małżeńskich wszyscy zaproszeni: rodzina, przyjaciele uczestniczyli w przyjęciu, które podobnie jak ,,drugi ślub" miało miejsce w ogrodzie Amelki i Przemka.
,,Para młoda" uzgodniła, że nie chcą żadnych prezentów, nawet od siebie nawzajem, ale...
-Skarbie, mam coś dla ciebie- powiedziała Amelka podchodząc do męża i zwracając uwagę wszystkich.
-Ale przecież miało być bez prezentów...- uśmiechnął się Przemek
-Ale to co jest w środku to nie jest prezent- bramkarz spojrzał na nią pytająco- Oj no po prostu to otwórz- poprosiła go podając mu niewielkie pudełko wielkości czekolady tylko nieco wyższe.
Przemek delikatnie otworzył pudełko. To co zobaczył w środku kompletnie go zszokowało.
-Amelka... Chcesz powiedzieć, że...- nawet nie mógł tego z siebie wykrztusić
-Tak. Będziemy mieli kolejnego bobaska.- uśmiechnęła się Amelia- Co jest, nie cieszysz się?- momentalnie spoważniała widząc jego zdziwioną minę
-Nie no oczywiście, że się cieszę! Nawet nie wiesz jak bardzo! -wykrzyknął uradowany po czym wziął swoją żonę w ramiona i zakręcił nią dookoła...
KONIEC!
Jak dalej się potoczyło to już niech każdy indywidualnie dopisze w swojej wyobraźni.
w mojej to ta historia kończy się dobrze i uroczo :)
Dziękuję Wam, za to że byliście, za to że komentowaliście.
DZIĘKUJĘ.
Mam nadzieję, że końcówka Was nie zawiodła :)
Nadal możecie tutaj zaglądać i ponownie czytać tą historię bramkarza, córki trenera i miłości OD PIERWSZEGO WEJRZENIA ♥
Jeszcze raz dziękuję Wam za wszystko.
Od teraz możecie mnie znaleźć tutaj-> clara-mckenzie-story.blogspot.com
Pozdrawiam i po raz ostatni dziękuję.
Żegnajcie.
-Gratuluję państwu cudownej córeczki i cudownego synka.- uśmiechnęła się pielęgniarka podając Amelce drugie dziecko- Niech państwo się nimi nacieszą, bo później będziemy musieli je zbadać.- ponownie się uśmiechnęła po czym wyszła z sali zostawiając młodych rodziców samych.
-Jakie one malutkie...- wzruszył się Przemek spoglądając na maluchy
-A co, myślałeś, że się od razu duże urodzą?- uśmiechnęła się jego żona
-No nie, nie.- zaśmiał się- Cudowne dzieciaczki.
-No co jak co, ale one to nam się wyjątkowo udały.
-Kocham Cię, kocham Was.- powiedział Przemek przytulając się do nich
-Przemek obiecaj mi coś....- zaczęła Amelka- obiecaj, że już nigdy nie pozwolisz, abym uciekła.
-Obiecuję. Kochanie, obiecuję ci to.- powiedział po czym ucałował czule swoją żonę.
soundtrack 2
Pierwsze dźwięki marszu weselnego. Piękna panna młoda szła alejką w ogrodzie.
Przemek spojrzał na nią z zachwytem. Wyglądała przepięknie w tej sukience. Zupełnie tak jak wtedy, ponad dwa lata temu. Tylko niestety potem trochę nie tak się potoczyło...
Ale to już nie ma najmniejszego znaczenia. Teraz liczy się tylko to, co jest tu i teraz...
Czuł się zupełnie tak samo jak tamtym razem. Patrząc na Nią czuł bezgraniczną miłość i niezwykłą dumę, że to właśnie Jego wybrała.
Oboje czuli, że mogli uniknąć tej sytuacji sprzed roku. Bo oboje nawalili. Wina zawsze leży po obu stronach.
Ale, no nic. Trudno. Przecież najważniejsze, że im się udało.
Kolejna wygrana Przemka. Tym razem w walce o uratowanie małżeństwa...
-Zebraliśmy się dzisiaj tutaj, aby ta oto dwójka odnowiła swoje przysięgi małżeńskie.- powiedział ksiądz
-Nasze małżeństwo nie układało się do tej pory po naszej myśli.- zaczął Tytoń- Na początku było pięknie i uroczo, ale potem coś zaczęło się psuć. Zabrakło nam wytrwałości i sił, aby szczerze porozmawiać i spróbować wszystko naprawić.- mówił wciąż patrząc prosto w oczy Amelki- Dopiero Twój wypadek był w stanie sprawić, abyśmy oboje zauważyli ile dla siebie znaczymy. A w szczególności ja to zauważyłem... Dlatego chciałbym, aby zacząć nasze małżeństwo ,,od nowa". Już bez żadnych tajemnic...
-(...) Ja Amelia Fornalik- Tytoń ślubuję Tobie, że już nigdy przenigdy nie będę się bała. Teraz wiem, że zawsze mogę na Ciebie liczyć i nie zawaham się z Tobą szczerze porozmawiać, gdy będzie taka potrzeba. Od dzisiaj będziemy znowu żyli szczęśliwie, tak jak w pierwszym miesiącu naszego małżeństwa. Będę Ci wierna i będę zawsze obok Ciebie, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Razem pokonaliśmy już bardzo wiele i teraz nadszedł czas, abyśmy przekazali naszą wiedzę naszym dzieciom- Amelia odwróciła się i spojrzała na dwójkę 8-miesięcznych maluchów, które trzymali ich rodzice- Kocham Cię i już nigdy nie popełnię tego błędu co rok temu- wyszeptała patrząc mu prosto w oczy.
-(...) Ja również nigdy nie popełnię tego samego błędu. Po tym co przeżyłem gdy byłaś w szpitalu... Już nigdy nie pozwolę Ci odejść. Choćbyś mnie biła, kopała i wyrywała się to ja i tak będę Cię mocno trzymał, bo nie zniósłbym gdyby coś złego Ci się stało. Nie wiem jak to możliwe, ale ja nie umiem i nie chcę żyć bez Ciebie...-Amelka uśmiechnęła się delikatnie- Jesteś, wszyscy troje jesteście wszystkim co mam. I kocham Was wszystkim nad życie. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi i każdego dnia dziękuję Bogu, za to, że Cię spotkałem.- zakończył Przemek
-Bóg pozwolił Wam dwójce naprawić to co zepsuliście. Teraz możecie zacząć wszystko od nowa, pamiętajcie, aby nie stracić kolejnej szansy... No, to teraz może Pan pocałować żonę- uśmiechnął się
Bramkarz długo nie zwlekał z wykonaniem polecenia księdza.
-Kocham Cię, zawsze, wszędzie i pomimo wszystko- wyszeptał jej wprost do ucha
Po odnowieniu przysiąg małżeńskich wszyscy zaproszeni: rodzina, przyjaciele uczestniczyli w przyjęciu, które podobnie jak ,,drugi ślub" miało miejsce w ogrodzie Amelki i Przemka.
,,Para młoda" uzgodniła, że nie chcą żadnych prezentów, nawet od siebie nawzajem, ale...
-Skarbie, mam coś dla ciebie- powiedziała Amelka podchodząc do męża i zwracając uwagę wszystkich.
-Ale przecież miało być bez prezentów...- uśmiechnął się Przemek
-Ale to co jest w środku to nie jest prezent- bramkarz spojrzał na nią pytająco- Oj no po prostu to otwórz- poprosiła go podając mu niewielkie pudełko wielkości czekolady tylko nieco wyższe.
Przemek delikatnie otworzył pudełko. To co zobaczył w środku kompletnie go zszokowało.
-Amelka... Chcesz powiedzieć, że...- nawet nie mógł tego z siebie wykrztusić
-Tak. Będziemy mieli kolejnego bobaska.- uśmiechnęła się Amelia- Co jest, nie cieszysz się?- momentalnie spoważniała widząc jego zdziwioną minę
-Nie no oczywiście, że się cieszę! Nawet nie wiesz jak bardzo! -wykrzyknął uradowany po czym wziął swoją żonę w ramiona i zakręcił nią dookoła...
KONIEC!
Jak dalej się potoczyło to już niech każdy indywidualnie dopisze w swojej wyobraźni.
w mojej to ta historia kończy się dobrze i uroczo :)
Dziękuję Wam, za to że byliście, za to że komentowaliście.
DZIĘKUJĘ.
Mam nadzieję, że końcówka Was nie zawiodła :)
Nadal możecie tutaj zaglądać i ponownie czytać tą historię bramkarza, córki trenera i miłości OD PIERWSZEGO WEJRZENIA ♥
Jeszcze raz dziękuję Wam za wszystko.
Od teraz możecie mnie znaleźć tutaj-> clara-mckenzie-story.blogspot.com
Pozdrawiam i po raz ostatni dziękuję.
sobota, 30 marca 2013
Rozdział 18
Szatynka z trudem weszła do domu. W progu krzyknęła, że już jest, po czym poszła do kuchni rozpakować zakupy.
Już po chwili pojawił się obok jej mąż, który natychmiast zabrał od niej zakupy i od razu zaczął mruczeć, że nie może dźwigać, że nie może się przemęczać itp. I że w ogóle najlepiej byłoby, gdyby została w domu. Pod jego czułą opieką.
Iga uśmiechnęła się delikatnie. Wojtek bardzo się o nich troszczył i chociaż czasami dramatyzował to i tak był uroczy z tą swoją troskliwością.
Po ukończeniu rozpakowywania zakupów, zabrali się oboje za przygotowywanie obiadu. Szczęsny włączył radio i zabierając tłuczek żonie zaczął uroczo śpiewać. A raczej wyć...
-Love me, love me, say that you love me. Fool me, fool me, oh how you do me. Kiss me, kiss me, say that you miss me. Tell me what I wanna hear. Tell me you love meeeee !!!- parodiował głos Biebera
Jego zona już płakała ze śmiechu
-Skarbie... Błagam cię przestań. - mówiła tłumiąc śmiech
Jednak ten nic sobie z tego nie robił. Śpiewał dalej wykonując przy tym jakieś dzikie ruchy , skacząc po całej kuchni.
Przestał dopiero gdy zahaczył o coś na podłodze i runął na nią jak długi. Igę już bolał brzuch od śmiechu.
Wojtek przeklął siarczyście po czym wstał naburmuszony narzekając jak to wszystko go boli.
Jednak już po chwili oboje się śmiali.
Dopóki mała Natka się nie obudziła...
-Pójdę do niej. W końcu to ja ją obudziłem- oznajmił Szczęsny i nie czekając na reakcję żony pobiegł do córki.
Iga wstała z krzesła uśmiechając się radośnie i zabrała się za kończenie sałatki. Jednak już po chwili przy niej pojawił się jej mąż z zapłakaną córeczką na rękach.
-Co jest ?- spytała
-To nie fair. Ona jest głodna, a jej nie nakarmię.- mruknął wyraźnie zawiedziony
-Oj Wojtuś, Wojtuś. Daj mi ją. Ja ją nakarmię, a ty skończysz sałatkę, dobrze ? -spytała biorąc Natalię na ręce. Szczęsny odpowiedział jej skinieniem głowy.
W czasie obiadu Idze przypomniało się, że miała zadzwonić do Amelki.
-Na śmierć bym zapomniała !-mówiła- Czekaj, już do niej zadzwonię. Przy okazji zapytam się czy znają już płeć.
- No cześć Iguś ! -powitał ją wesoły głos Amelki
- Hejki, hejki, Pani Tytoń.-zaśmiała się- Co tam u Was ? Wojtek mówił, że byliście na badaniach, i co ?
- Ehhh. Tak tak, byliśmy...
- I co ? Coś nie tak ?
- Nie, no coś ty. Po prostu trochę nas zaskoczyło...
- Ale co ?!
- No ...Bo to będą bliźniaki. Chłopiec i dziewczynka.
- Ojej, to wspaniale ! Nawet nie wiesz jak się cieszymy. A macie już wybrane imiona ?
- No, powiedzmy. Tak wstępnie to Nikola i Oliwer.
- Fajne imionka. Oluś i Niki. Ale wiecie, zawsze lepiej mieć w zapasie.A jak się okaże, że będzie dwóch chłopców, albo dwie dziewczynki ?
- To wtedy będzie Oliwer i Patryk albo Nikola i Sylwia.
- Jejku, slicznieeee. A ja się właśnie nie mogę zdecydować...
- A nad jakimi się zastanawiasz ?
- Brajan i Max
- E tam Max. Mój pies tak się wabił. Zdecydowanie lepszy Brajan. Nowoczesne, ale nie za wymyślne
- No widzisz, też tak sądzę, ale i tak będę musiała to jeszcze obgadać z Wojtkiem. A u was... już wszystko w porządku ?- spytała
- Tak. Nareszcie jest znowu wspaniale... Znowu chodzimy na długie spacery z Luną, znowu chodzimy do kina, znowu rozmawiamy. A przede wszystkim znowu rozmawiamy szczerze.
- Ahh, wy zakochańce. Mówiłam, że się ułoży.
- Tak, tak mówiłaś.-zaśmiała się blondynka- Ale zobacz jakie mamy szczęście. Mamy takich wspaniałych, kochających mężów...
- No, też racja.
- Pozwól, że ci przypomnę dzięki komu poznałaś swojego męża...
- Tak tak dzięki tobie. Słuchaj Melka, ja już muszę spadać, bo Wojtuś sobie trochę nie radzi z małą..RADZĘ SOBIE I TO ŚWIETNIE ! AMELIA NIE SŁUCHAJ JEJ !!! A I POZDRÓW PRZEMYSŁAWA I GRATULACJE ZA BLIŹNIAKI !- dało się w tle słyszeć Wojtka
- On się nigdy nie zmieni, prawda ?- zaśmiała się Amelia
- Chyba nie. Ale wiesz co? Nie chcę, żeby się zmieniał. Kocham go takiego jakim jest.
- Ehhh. No to się trzymajcie tam. Może niebawem Was odwiedzimy.
- No ja myślę. Całuski !
-Nad czym tak myślisz, kochanie ?- spytał Wojciech
-A nad tym co mi powiedziała Amelka.
-Aha, a co takiego powiedziała ?
-Że obie mamy najwspanialszych mężów na świecie.
-No a jak.- uśmiechnął się- Tak samo jak my mamy najwspanialsze i najpiękniejsze żony we Wszechświecie- uśmiechnął się i pocałował ją delikatnie kładąc się obok niej.
-A czy myślałeś kiedyś jak by to było, gdybym wtedy nie przyszła na trening ?- zapytała wtulając się w jego ramię
-Nie, nie myślałem. Ale na pewno wcześniej czy później byśmy się spotkali...
-A skąd ta pewność ?
-Bo jeśli dwie osoby są sobie pisane to wcześniej czy później się spotkają.- uśmiechnął się - A my jesteśmy sobie pisani.
-Naprawdę tak uważasz ?- spytała Iga
-Oczywiście skarbie. Nieraz próbuję sobie wyobrazić jakby wyglądało moje życie bez Was. Bez Ciebie i Natalki. I wiesz co ?- Szczęsna pokiwała głową na boki- I widzę pustkę. Bo nie potrafię sobie wyobrazić życia bez Ciebie, bez Was.... Kocham cię, Iga.- wyszeptał prosto do jej ucha- Kocham do szaleństwa, i nic tego nie zmieni.
-Wojtek... To były najpiękniejsze słowa jakie kiedykolwiek usłyszałam. Kocham cię.- powiedziała patrząc oczami pełnymi łez w jego oczy. Wojtek uśmiechnął się do niej delikatnie po czym przyciągnął do siebie i pocałował...
***
No to następny rozdział za nami. Tak jak obiecałam w większości o Wojtku i Idze.
Jestem bardzo zadowolona, że udało mi się to dzisiaj dodać mimo że dzisiaj Wielka Sobota.
Myślę, że jak wszystko pójdzie po mojej myśli to 19-nastka za tydzień. Ewentualnie we wtorek, bo mam wolne. Ale nie obiecuje.
A teraz chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia z okazji Wielkiejnocy.
Słońca, szczęścia, pomyślności,
w pierwsze święto dużo gości,
w drugie święto dużo wody-
to dla zdrowia i urody!
Mnóstwo jajek kolorowych,
świąt wesołych oraz zdrowych !!!
Trzymajcie się cieplutko :***
Cheryl ;)
niedziela, 24 marca 2013
Rozdział 17
-Kochanieeeeee... Wiesz jak ja Cię kocham, co nie ? - spytała Amelka uśmiechając się uroczo do swojego męża. Ten zaśmiał się pod nosem.
-No nie wiem, nie wiem.- droczył się z nią, ale natychmiast oberwał poduszką- Dobra to waniliowe, truskawkowe czy brzoskwiniowe ?- spytał zrezygnowany
-Hmmm.... Tyle pyszności, że nie wiem co wybrać. Oooo, to może waniliowo-truskawkowo-brzoskwiniowe, co ? Ale z polewą czekoladową !!!
Przemek westchnął i udał się do kuchni.
-I jeszcze bita śmietana ! .... No i może owoce ! .... No i nie zaszkodzi trochę wiórków kokosowych !!!- krzyczała jego żona z salonu.
Ehhh, ciężkie jest to życie...
- -Halo ?- spytał odbierając telefon
- -No siemaaaa, staruszku!- w słuchawce rozległ się radosny głos Szczęsnego- Co tam? Jak tam?
- -Za tego staruszka to bym Cię zabił, ale szkoda osierocać Natkę... A u mnie, nawet nie jest tak źle. Aktualnie robię przepyszny deser lodowy a la JA...
- -Czyli... ?
- -Czyli wszystko co słodkie wrzucone do jednego pucharku- zaśmiał się
- -Haha, rozumiem. Żonka w ciąży. Ale chyba nie jest tak źle ? No nie ?
- -No nie, najgorsze za nią. Nie wiem ile jeszcze bym tych jej humorków zniósł...
-Tak, tak. Też cię kocham skarbie!
- -Cieszę się, że u Was się układa...-powiedział Szczęsny słysząc to
- -Ja też się cieszę. Ale dosyć o mnie. Gadaj co u ciebie, brachu !
- -A więc....brachu.... U mnie, A w zasadzie to u nas wszystko okej. Mała szybko rośnie, a już niedługo...
- -Co ,,już niedługo" ?- spytał zaciekawiony Tytoń
- -...Będzie miała braciszka..
- -ŻARTUJESZ ?!
- -Ależ skąd ! Serio Ci mówię.
- -No to gratulacje !!! Nie próżnowałeś, Wojtuś. Nie próżnowałeś...- zaśmiał się
- -No ba. A Wy, znacie już płeć ?
- -Jeszcze nie. Dzisiaj na 15 mamy wizytę i mam nadzieję, że się dowiemy...
- -O, to pamiętaj, żebyś od razu do mnie napisał !
- -Tak jest, kapitanie !
- -Hehe, dobra ja już muszę kończyć, bo mała się obudziła, a Igi nie ma. Trzymajcie się tam wszyscy troje !
- -No dobra, nawzajem. Ucałuj małą od wujka... I cioci też.
- -Dobra, dobra. Siemka !
-Tak, tak.- powiedział stawiając przed nią pucharek z pysznościami, ta uśmiechnęła się do niego szczerze- Nie uwierzysz, co u nich...
-Co ?
-Natalka... będzie miała młodszego braciszka.
-Na serio ? WOW, szybcy są.- zaśmiała się
-A tak korzystając z okazji... To wolałabyś chłopca czy dziewczynkę ?
-Nie wiem. Mi to obojętne. A ty ?
-No w sumie to nie wiem. Z małym to mógłbym grać w piłkę... Ale jak sobie pomyślę, że mała może odziedziczy TAKĄ urodę po Tobie to ehhh....- powiedział podkreślając TAKĄ- Nie tak agresywnie, słonko.- dodał po tym jak dostał poduszką w łeb- Wracając do tematu to chyba jednak nie tak dobrze, bo bym potem chłopców od niej nie odpędził-zaśmiał się
-Dobra dobra. Już się nie podlizuj. To możemy się założyć. Ja mówię, że chłopczyk, a ty, że dziewczynka , oki ? ... Oj no, co ci szkodzi ?- zachęcała
-No dobra niech Ci będzie. Zobaczymy kto będzie górą. Wygrany wybiera imię, zgoda ?
-Dobra, nad tym się jeszcze pomyśli.-powiedziała po czym uścisnęła jego dłoń na znak przyjęcia zakładu
DWIE GODZINY PÓŹNIEJ
-...Ciąża rozwija się prawidłowo...12 tydzień.....-mówił lekarz- Chcą państwo znać płeć ?
-TAK.-odpowiedzieli razem
-No to moment, co my tu mamy ? To będzie chłopiec....- Amelia uśmiechnęła się tryumfalnie do męża-....i dziewczynka.
-Że co ?- spytała dość niemądrze
-No, gratuluję państwu- bliźniaki
Amelia spojrzała niepewnie na męża. Ten po chwili uśmiechnął się do niej i mocniej ścisnął jej rękę.
Bliźniaki. Ojojoj, duże wyzwanie przed nimi. Jedno dziecko to już nie lada gratka, a co dopiero dwójka ?
Przecież już planowali jakie kupić mebelki, ubranka i zabawki... Mieli już przygotowany pokoik
Tego żadne z nich się nie spodziewało...Ale... czy w życiu możemy cokolwiek przewidzieć ?
***
No to mamy siedemnastkę. Tak sobie myślę, że chyba w sumie będzie 20 rozdziałów + epilog :)
To do zobaczyska już wkrótce :)
Trzymajcie się :*
PS A w kolejnym odcinku zajrzymy do Londynu, do państwa Szczęsnych :D
sobota, 16 marca 2013
Rozdział 16
W tej chwili z sali wyszedł lekarz. Ręce i fartuch miał cały we krwi. Wziął głęboki wdech i zwrócił się do Przemka...
-Proszę pana...Było ciężko, naprawdę ciężko.... Ale udało się. Pańskiej żonie i dziecku raczej nic nie grozi. Za dzień lub dwa powinna się obudzić i wtedy będą mogli państwo porozmawiać.- powiedział lekarz
Przemek i wszyscy pozostali odetchnęli z ulgą. Podziękowali lekarzowi po czym udali się do domu, musieli się przebrać i trochę odpocząć, aby być gotowym kiedy Amelia się obudzi.
Przemek z niechęcią wykonał to polecenie, bo on najchętniej cały czas był przy niej.
Wreszcie mógł odetchnąć i nie zadręczać się już tymi paskudnymi myślami ,, a co będzie jeśli.. ".
Teraz musiał tylko poczekać, a następnie zabierze ją, w sumie to ich, do domu... Będzie musiał porozmawiać z Amelką.... A może to o dziecko jej chodziło ? Może to, że jest w ciąży bała się mu powiedzieć ?
Trzeba to wyjaśnić, ale na spokojnie. Jej przede wszystkim nie wolno teraz denerwować. Musi odpoczywać i zdrowo się odżywiać.
Po powrocie do domu dał znać swoim rodzicom, że już wszystko jest w porządku. Bardzo się przejęli, gdy dowiedzieli się o wypadku. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło... Na szczęście, no właśnie.
A co byłoby gdyby zabrakło im szczęścia ?
... Jedno jest pewne. Nie mogą ponownie dopuścić to takiej sytuacji. Chyba nadszedł czas, aby w końcu się pogodzić i zacząć żyć jak prawdziwa rodzina.
Jak najszybciej pojechał z powrotem do szpitala. Chciał być przy niej. Przy nich.
Na miejscu spotkał Szczęsnych.
-I co, już się obudziła ? -zapytał podchodząc do Igi
-Jeszcze nie. Lekarze i tak nam nic nie powiedzą. w końcu to ty jesteś jej mężem...
No właśnie, to ON jest jej mężem. Ostatnio zupełnie o tym zapomniał. Nie pamiętał kiedy ostatni raz powiedział jej : Kocham cię, kiedy szepnął jej jakieś miłe słówko, kiedy zabrał ją na romantyczną kolację, czy też spacer. Strasznie ją zaniedbał. Ale naprawi to... Z pewnością.
Boże, to straszne, że dopiero ten wypadek przypomniał mu o kobiecie, którą kocha przecież całym swoim sercem...
Z sali wyszedł lekarz. Od razu powitał Przemka i zapewnił go, że wszystko jest w porządku.
-Kiedy się obudzi ?- spytał
-Trudno mi to teraz ocenić... Pewnie za parę godzin... Ale może pan do niej pójść i czekać tam.- uśmiechnął się do bramkarza
-Dziękuję.- odwzajemnił uśmiech po czym wszedł do sali.
Amelia leżała podłączona do setek rurek. Przemek podszedł i usiadł na krześle tuż obok niej.
Po paru minutach do sali weszła pielęgniarka. Zmieniła kroplówkę i zrobiła jeszcze parę rzeczy. Kątem oka zauważyła jak Przemek spogląda na Amelkę...
-Pan jest jej mężem, prawda ?- spytała, Przemek odpowiedział skinieniem głowy- Musi mieć duże szczęście. Tyle pan już tutaj czeka....
-No nie wiem czy ma takie szczęście... Ostatnio niezbyt ją doceniałem...
-Ależ nic straconego ! Może pan z nią porozmawiać...
-No, ale nie wiadomo kiedy się obudzi...
-A wie pan, że osoba w śpiączce słyszy co się do niej mówi ?-zapytała uśmiechając się lekko
Przemek spojrzał na swoją żonę... Gdy się odwrócił, aby podziękować pielęgniarce jej już nie było.
Wziął głęboki wdech.
-Amelia... Mam nadzieję, że mnie słyszysz. Chciałem cię przeprosić. Ostatnio zachowywałem się okropnie. Ale uwierz mi, kocham cię. kocham cię nad życie.-złapał ją za rękę. Jej powieki drgnęły, ale on nie zauważył tego- Nawet nie wiesz jak się martwiłem... Myślałem, że cię stracę... Że was stracę...Nigdy bym sobie nie wybaczył jakby się coś stało tobie albo....
-O czym ty mówisz ?- spytała słabym głosem Amelia
Przemek od razu się poderwał
-Jezus Maria, Amelia ! Wreszcie się obudziłaś. Coś cię boli ? Źle się czujesz ? -zalał ją milionem pytań
-Nie, wszystko w porządku, naprawdę....-uśmiechnęła się- Słuchaj, to ja ciebie powinnam przeprosić. Nie powinniśmy nic przed sobą ukrywać... Dlatego muszę ci to powiedzieć...
-Wiem.- przerwał jej
-Ale jak to ?- przeraziła się
-Dowiedziałem się podczas operacji... Amelia, dlaczego... Dlaczego nie powiedziałaś mi o dziecku ?- zapytał spoglądając jej głęboko w oczy.
-Bo się ba... Zaraz zaraz. O jakim dziecku miałabym ci mówić ?- autentycznie się zdziwiła
-No... o naszym.
-Cco ? -spytała słabo
-Amelka,to ty nie wiedziałaś nic o ciąży ?- spytał, lecz nie otrzymał odpowiedzi.
Jego żona uśmiechnęła się delikatnie. Po chwili łzy zaczęły spływać po jej twarzy.
-Jestem w ciąży...-powtórzyła z niedowierzaniem- A ja myślałam, że nie mogę mieć dzieci...
-Co ?- teraz to on się zdziwił
-No właśnie to ci chciałam powiedzieć. Ale to już chyba nieaktualne.- uśmiechnęła się delikatnie
-Kochanie, nie powinnaś się bać. Przecież bym cię nie zostawił..... Kocham cię.- wyszeptał tuż koło jej ucha- I nie pozwolę ci odejść...
-Och, Przemek..-wyszeptała wzruszona, ale nie powiedziała już nic, bo Przemek zamknął jej usta pocałunkiem.
Jej serce zabiło tysiąc razy szybciej. Odzyskała ukochanego męża i dowiedziała się, że nosi pod sercem jego dziecko.
Czyli teraz będzie już tylko lepiej, tak ?
***
No to nareszcie. Dziecku nic nie jest :)
Zdradzić Wam mój pierwotny plan ? Przemek miał zginąć zaraz potem jak wyszedł ze szpitala, a Amelce i dziecku miało nic nie być.
Jednak zostałam przy innej opcji.
Na język angielski miałam napisać o wyjątkowych sportowcach. Wybrałam piłkarzy, którzy zginęli na murawie. Pisząc o Antonio Puercie* tak się poryczałam, że stwierdziłam, że nie mogę tego zrobić.
No, to widzę koniec na horyzoncie :)
Trzymajcie się cieplutko, WIOSNA idzie ♥
Całusy, Cheryl ;)
* Antonio Puerta (1984- 2007) - hiszpański piłkarz, w 31. minucie meczu Sewilli z Getafe doznał ataku serca, stracił przytomność i upadł na murawę. Po krótkiej chwili podniósł się o własnych siłach i pod opieką lekarza udał się do szatni, gdzie kolejny raz stracił przytomność. Piłkarza w ciężkim stanie odwieziono do szpitala. Według prasowych doniesień u zawodnika pięciokrotnie ustawała akcja serca. Zmarł 28 sierpnia o godzinie 14:30 w szpitalu .
Dwa miesiące po jego śmierci jego narzeczona urodziła synka.
Jeżeli zabiłabym Przemka, to ich dziecko, tak jak dziecko Puerty nigdy nie poznałoby swojego ojca :'(
sobota, 9 marca 2013
Rozdział 15
Przemek jechał jak szalony. Cudem nie spowodował żadnego wypadku.
Ale teraz nie liczyło się nic. Najważniejsza była Amelia. I jej życie.
Z przyspieszonym biciem serca skręcił w uliczkę gdzie był szpital.
Zatrzymał samochód i zaraz po wyjściu pobiegł do środka.
Wszedł do windy. Po drodze nie mógł przestać o niej myśleć. Przypomniały mu się ich najpiękniejsze chwile. Mimo iż ostatnio nie układało się im najlepiej to przecież byli małżeństwem i nadal bardzo się kochali...
Wysiadł na ostatnim piętrze i pobiegł do lekarza.
-Pańska żona miała wypadek. Została potrącona przez samochód. Jej stan jest kiepski. Właśnie została przewieziona na salę operacyjną. Niech pan usiądzie, uspokoi się odrobinę i cierpliwie poczeka. Jak tylko będę mógł coś więcej powiedzieć na pewno pana poinformuję.- odpowiedział mężczyzna w białym kitlu po czym udał się na salę.
Bramkarz usiadł na krzesełku w hallu. zawiadomił o wypadku Igę i rodziców Amelii.
Operacja strasznie się dłużyła. To, co przeżywał Przemek to był istny koszmar.
Bał się, że ją straci, ale jednocześnie wiedział, że musi myśleć optymistycznie.
Przecież nie może być tak źle. Ci lekarze na pewno się na tym znają i wiedzą co robią.
No, ale czemu to tyle trwa ?
Chociaż jakby było coś źle to już by powiedzieli, prawda ?
W jego głowie panował istny mętlik. Chodził nerwowo z jednego miejsca w drugie. Lekarze kazali mu się odprężyć i nie denerwować.
No ale jak on ma się nie denerwować ?! Już raz prawie ją stracił.
,,Błagam cię, nie zostawiaj mnie. Ty nie możesz mnie zostawić, słyszysz ? Przecież nie tak to miało być. Mieliśmy żyć długo i szczęśliwie. I będziemy...prawda ? "- myślał
Po jakichś trzech godzinach z sali wyszedł lekarz.
-Co z nią ? -natychmiast poderwał się
-Z pańską żoną jest już wszystko w porządku. Ale nadal musimy ją operować.
-Skoro wszystko jest w porządku to czemu ?- zdziwił się
-Nie wiem czy pan wie, ale pańska żona jest w szóstym tygodniu ciąży.... W wypadku samochód uderzył ją w brzuch...
-Boże...- zaniemówił- ale.... Co z dzieckiem ?
-Nie wiadomo czy uda nam się je uratować, ale zrobimy wszystko co w naszej mocy... Może niech pan pojedzie do domu i odpocznie ?- zaproponował lekarz
-Nie, nie ma mowy. Będę tu czekał tak długo, aż coś już będzie wiadomo...
-No dobrze...A teraz przepraszam, ale muszę wracać na salę..
-Tak tak, oczywiście...
Lekarz zniknął za drzwiami. Przemek usiadł na krześle.
Nie mógł uwierzyć w to co przed chwilą usłyszał. Z Amelią wszystko w porządku.. no ale co z ich dzieckiem ?
Większość mężów cieszy się, gdy dowiadują się, że będą mieli dziecko. No, ale w tej sytuacji...
To niewiarygodne jak to szybko się stało. Dopiero co dowiedział się o istnieniu małej istotki w brzuchu Amelii, a już tak mocno się o nią martwi.
,,Cholera, przecież to moja wina. To przeze mnie Amelia wybiegła z domu. A przecież ona chciała tylko porozmawiać. Boże, co ze mnie za debil - myślał Przemek- Powinienem był ją wysłuchać, nie naciskać tak... A teraz.. Przez moją głupotę nasze dziecko może zginąć..."
Po godzinie do szpitala wpadli Iga, Wojtek i pan Fornalik z żoną. Wszyscy przylecieli jak najszybciej się da, gdy tylko dowiedzieli się, że Amelia jest w szpitalu.
-I co z nią ?! -zapytali chórem podbiegając do Przemka
-Z nią wszystko w porządku... Ale..
-Ale ? -powtórzyła Iga
-No bo... Jest coś o czym nie wiecie. Nawet ja dopiero co się dowiedziałem... Amelia... jest... jest w ciąży.
-O mój boże... Co z moim wnukiem ? -spytała matka Amelki
-Nie wiadomo.-powiedział Przemek cicho.
Usiadł chowając twarz w dłoniach.
-To moja wina... Gdybym dał jej wtedy dokończyć.. Powiedzieć. Gdybym za nią pobiegł. Nie pozwolił jej wyjść..
-Przecież nie mogłeś tego przewidzieć, stary.- pocieszał go Wojtek - zresztą zobaczysz wszystko będzie dobrze. Ci lekarze są świetni i na pewno uratują malucha. I zobaczysz... Będziecie mieli całą gromadkę dzieci. -dodał Szczęsny
-Mam nadzieję.... Ale boję się, cholernie się boję...
W tej chwili z sali wyszedł lekarz. Ręce i fartuch miał cały we krwi. Wziął głęboki wdech i zwrócił się do Przemka...
-Proszę pana...
C.D.N.
***
No, ogromnie się cieszę, że udało mi się to dzisiaj dodać...
Niestety koniec już bardzo, bardzo blisko.
Mam nadzieję, że poczekacie cierpliwie na dalsze części.
Pozdrawiam, Cheryl :)
Ale teraz nie liczyło się nic. Najważniejsza była Amelia. I jej życie.
Z przyspieszonym biciem serca skręcił w uliczkę gdzie był szpital.
Zatrzymał samochód i zaraz po wyjściu pobiegł do środka.
Wszedł do windy. Po drodze nie mógł przestać o niej myśleć. Przypomniały mu się ich najpiękniejsze chwile. Mimo iż ostatnio nie układało się im najlepiej to przecież byli małżeństwem i nadal bardzo się kochali...
Wysiadł na ostatnim piętrze i pobiegł do lekarza.
-Pańska żona miała wypadek. Została potrącona przez samochód. Jej stan jest kiepski. Właśnie została przewieziona na salę operacyjną. Niech pan usiądzie, uspokoi się odrobinę i cierpliwie poczeka. Jak tylko będę mógł coś więcej powiedzieć na pewno pana poinformuję.- odpowiedział mężczyzna w białym kitlu po czym udał się na salę.
Bramkarz usiadł na krzesełku w hallu. zawiadomił o wypadku Igę i rodziców Amelii.
Operacja strasznie się dłużyła. To, co przeżywał Przemek to był istny koszmar.
Bał się, że ją straci, ale jednocześnie wiedział, że musi myśleć optymistycznie.
Przecież nie może być tak źle. Ci lekarze na pewno się na tym znają i wiedzą co robią.
No, ale czemu to tyle trwa ?
Chociaż jakby było coś źle to już by powiedzieli, prawda ?
W jego głowie panował istny mętlik. Chodził nerwowo z jednego miejsca w drugie. Lekarze kazali mu się odprężyć i nie denerwować.
No ale jak on ma się nie denerwować ?! Już raz prawie ją stracił.
,,Błagam cię, nie zostawiaj mnie. Ty nie możesz mnie zostawić, słyszysz ? Przecież nie tak to miało być. Mieliśmy żyć długo i szczęśliwie. I będziemy...prawda ? "- myślał
Po jakichś trzech godzinach z sali wyszedł lekarz.
-Co z nią ? -natychmiast poderwał się
-Z pańską żoną jest już wszystko w porządku. Ale nadal musimy ją operować.
-Skoro wszystko jest w porządku to czemu ?- zdziwił się
-Nie wiem czy pan wie, ale pańska żona jest w szóstym tygodniu ciąży.... W wypadku samochód uderzył ją w brzuch...
-Boże...- zaniemówił- ale.... Co z dzieckiem ?
-Nie wiadomo czy uda nam się je uratować, ale zrobimy wszystko co w naszej mocy... Może niech pan pojedzie do domu i odpocznie ?- zaproponował lekarz
-Nie, nie ma mowy. Będę tu czekał tak długo, aż coś już będzie wiadomo...
-No dobrze...A teraz przepraszam, ale muszę wracać na salę..
-Tak tak, oczywiście...
Lekarz zniknął za drzwiami. Przemek usiadł na krześle.
Nie mógł uwierzyć w to co przed chwilą usłyszał. Z Amelią wszystko w porządku.. no ale co z ich dzieckiem ?
Większość mężów cieszy się, gdy dowiadują się, że będą mieli dziecko. No, ale w tej sytuacji...
To niewiarygodne jak to szybko się stało. Dopiero co dowiedział się o istnieniu małej istotki w brzuchu Amelii, a już tak mocno się o nią martwi.
,,Cholera, przecież to moja wina. To przeze mnie Amelia wybiegła z domu. A przecież ona chciała tylko porozmawiać. Boże, co ze mnie za debil - myślał Przemek- Powinienem był ją wysłuchać, nie naciskać tak... A teraz.. Przez moją głupotę nasze dziecko może zginąć..."
Po godzinie do szpitala wpadli Iga, Wojtek i pan Fornalik z żoną. Wszyscy przylecieli jak najszybciej się da, gdy tylko dowiedzieli się, że Amelia jest w szpitalu.
-I co z nią ?! -zapytali chórem podbiegając do Przemka
-Z nią wszystko w porządku... Ale..
-Ale ? -powtórzyła Iga
-No bo... Jest coś o czym nie wiecie. Nawet ja dopiero co się dowiedziałem... Amelia... jest... jest w ciąży.
-O mój boże... Co z moim wnukiem ? -spytała matka Amelki
-Nie wiadomo.-powiedział Przemek cicho.
Usiadł chowając twarz w dłoniach.
-To moja wina... Gdybym dał jej wtedy dokończyć.. Powiedzieć. Gdybym za nią pobiegł. Nie pozwolił jej wyjść..
-Przecież nie mogłeś tego przewidzieć, stary.- pocieszał go Wojtek - zresztą zobaczysz wszystko będzie dobrze. Ci lekarze są świetni i na pewno uratują malucha. I zobaczysz... Będziecie mieli całą gromadkę dzieci. -dodał Szczęsny
-Mam nadzieję.... Ale boję się, cholernie się boję...
W tej chwili z sali wyszedł lekarz. Ręce i fartuch miał cały we krwi. Wziął głęboki wdech i zwrócił się do Przemka...
-Proszę pana...
C.D.N.
***
No, ogromnie się cieszę, że udało mi się to dzisiaj dodać...
Niestety koniec już bardzo, bardzo blisko.
Mam nadzieję, że poczekacie cierpliwie na dalsze części.
Pozdrawiam, Cheryl :)
środa, 6 marca 2013
Rozdział 14
1 ROK PÓŹNIEJ
~Amelia~
Iga z Wojtkiem są już po ślubie. Ich córeczka - Natalka ma już prawie pół roku. Naprawdę cudowne z niej dziecko. Uroda po mamusi, oczka po tacie :)
Generalnie u państwa Szczęsnych sielanka.
A co u nas ?
W sumie to nic się nie zmieniło. Ja dalej pracuję, on dalej gra.
Jak było tak jest...
MIESIĄC PÓŹNIEJ
Stałam przed wielkim szklanym budynkiem jednej ze specjalistycznych poradni w Eidhoven. Dziś miałam kolejne spotkanie, na którym miałam poznać moje wyniki.
Boję się, że moje przypuszczenia okażą się prawdziwe...
Już miałam tam wejść, ale strach wziął nade mną górę i stamtąd uciekłam.
Pojechałam do domu.
Po drodze dużo myślałam. Ostatnio wszystko zaczyna mi się sypać.
W pracy strasznie nerwowo. Znowu zwalniają.
W domu nie mogę się dogadać z Przemkiem.
Chociaż za to drugie mogę winić tylko siebie. To ja uciekam od rozmowy. To ja przesiaduję ciągle w pracy.
Jak tak dalej będzie to mogę go stracić.
A ja nie chcę go stracić.
Cholera, nagrabiłam sobie i to porządnie.
Muszę mu o tym powiedzieć. Jest moim mężem i ma prawo wiedzieć. No, ale z drugiej strony może mi się tylko zdaje ? Może wszystko jest okej ?
No, ale bez jaj. Po roku starań dalej nic ?
Nie no, nie zmienia to faktu, że muszę z nim pogadać..
Mam nadzieję, że nie jest jeszcze za późno...
Zaraz po powrocie do domu zabrałam się za przygotowanie kolacji. Po 18 do domu wrócił Przemek.
Kolację zjedliśmy w całkowitym milczeniu.
-Przemek...- przerwałam chłodną ciszę- Chyba musimy pogadać...
- No ja myślę, że tym razem nam się uda.-odpowiedział
-Bo ja... ja by chciała...
-Wiem, że coś jest nie tak, skarbie. Powiedz mi tylko co, a razem to rozwiążemy.
-No nie wiem... To dla mnie trochę trudne...
-Powiedz.
-No do jasnej cholery zrozum, że to dla mnie trudne !!!
-Ale ja to rozumiem.-powiedział już spokojniej
-No to możesz łaskawie na mnie nie naciskać !!!! To naprawdę trudne !!!
-Ale nic w życiu nie jest łatwe !!! Amelia do jasnej cholery ! Jesteśmy małżeństwem od ponad roku !!! Więc nie możemy mieć przed sobą tajemnic. Niezależnie od tego jak okropne, straszne czy bolesne one by były.- dodał
-Ale nie rozumiesz, że ja się boję !!!
-Czego ?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!
-Wszystkiego ! A przede wszystkim twojej reakcji!!! Tego, że będziesz zły. Zawiedziony. Że mnie zostawisz...
-Aha, czyli tutaj chodzi o to, że mi nie ufasz tak ?!
-Nie !...... Tak.......Sama już nie wiem.
-Skoro tak to myślę, że nie mamy o czym rozmawiać. Zaufanie w małżeństwie...generalnioe w związku to podstawa. Bez niego to...
-..To ?
-To to nie ma sensu...
-Czyli sugerujesz, że nasze małżeństwo nie ma sensu, tak ?!
-No najwyraźniej !!!
Tego już było za wiele. Wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Czułam jak do oczu napływają mi łzy.
Czemu to wszystko musi być takie trudne ?!
~Przemek
No cudownie. Znowu to samo. Bo najlepiej jest wyjść i trzasnąć drzwiami...
3 GODZINY PÓŹNIEJ
-Halo ?- spytał Przemk odbierając telefon od nieznajomego-Tak to ja....Tak jestem jej mężem.... A o co chodzi ?..... Boże! CO SIĘ STAŁO ?......Tak, tak.....Oczywiście. Zaraz tam będę....Może pan jeszcze raz powtórzyć adres ? -poprosił sięgając po kartkę i coś do pisania- Dziękuję. Do widzenia.- rozłączył się i w pośpiechu wybiegł z domu łapiąc po drodze kluczyki do samochodu....
***
No to kolejny rozdział za nami. Z MAŁYM opóźnieniem, ale jest.
Strasznie przepraszam za moją nieobecność. Postaram się, aby to się już więcej nie powtórzyło.
No w sumie to tyle.
Mam nadzieję, że następny w weekend :)
Całuski :*
Cheryl XD
~Amelia~
Iga z Wojtkiem są już po ślubie. Ich córeczka - Natalka ma już prawie pół roku. Naprawdę cudowne z niej dziecko. Uroda po mamusi, oczka po tacie :)
Generalnie u państwa Szczęsnych sielanka.
A co u nas ?
W sumie to nic się nie zmieniło. Ja dalej pracuję, on dalej gra.
Jak było tak jest...
MIESIĄC PÓŹNIEJ
Stałam przed wielkim szklanym budynkiem jednej ze specjalistycznych poradni w Eidhoven. Dziś miałam kolejne spotkanie, na którym miałam poznać moje wyniki.
Boję się, że moje przypuszczenia okażą się prawdziwe...
Już miałam tam wejść, ale strach wziął nade mną górę i stamtąd uciekłam.
Pojechałam do domu.
Po drodze dużo myślałam. Ostatnio wszystko zaczyna mi się sypać.
W pracy strasznie nerwowo. Znowu zwalniają.
W domu nie mogę się dogadać z Przemkiem.
Chociaż za to drugie mogę winić tylko siebie. To ja uciekam od rozmowy. To ja przesiaduję ciągle w pracy.
Jak tak dalej będzie to mogę go stracić.
A ja nie chcę go stracić.
Cholera, nagrabiłam sobie i to porządnie.
Muszę mu o tym powiedzieć. Jest moim mężem i ma prawo wiedzieć. No, ale z drugiej strony może mi się tylko zdaje ? Może wszystko jest okej ?
No, ale bez jaj. Po roku starań dalej nic ?
Nie no, nie zmienia to faktu, że muszę z nim pogadać..
Mam nadzieję, że nie jest jeszcze za późno...
Zaraz po powrocie do domu zabrałam się za przygotowanie kolacji. Po 18 do domu wrócił Przemek.
Kolację zjedliśmy w całkowitym milczeniu.
-Przemek...- przerwałam chłodną ciszę- Chyba musimy pogadać...
- No ja myślę, że tym razem nam się uda.-odpowiedział
-Bo ja... ja by chciała...
-Wiem, że coś jest nie tak, skarbie. Powiedz mi tylko co, a razem to rozwiążemy.
-No nie wiem... To dla mnie trochę trudne...
-Powiedz.
-No do jasnej cholery zrozum, że to dla mnie trudne !!!
-Ale ja to rozumiem.-powiedział już spokojniej
-No to możesz łaskawie na mnie nie naciskać !!!! To naprawdę trudne !!!
-Ale nic w życiu nie jest łatwe !!! Amelia do jasnej cholery ! Jesteśmy małżeństwem od ponad roku !!! Więc nie możemy mieć przed sobą tajemnic. Niezależnie od tego jak okropne, straszne czy bolesne one by były.- dodał
-Ale nie rozumiesz, że ja się boję !!!
-Czego ?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!
-Wszystkiego ! A przede wszystkim twojej reakcji!!! Tego, że będziesz zły. Zawiedziony. Że mnie zostawisz...
-Aha, czyli tutaj chodzi o to, że mi nie ufasz tak ?!
-Nie !...... Tak.......Sama już nie wiem.
-Skoro tak to myślę, że nie mamy o czym rozmawiać. Zaufanie w małżeństwie...generalnioe w związku to podstawa. Bez niego to...
-..To ?
-To to nie ma sensu...
-Czyli sugerujesz, że nasze małżeństwo nie ma sensu, tak ?!
-No najwyraźniej !!!
Tego już było za wiele. Wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Czułam jak do oczu napływają mi łzy.
Czemu to wszystko musi być takie trudne ?!
~Przemek
No cudownie. Znowu to samo. Bo najlepiej jest wyjść i trzasnąć drzwiami...
3 GODZINY PÓŹNIEJ
-Halo ?- spytał Przemk odbierając telefon od nieznajomego-Tak to ja....Tak jestem jej mężem.... A o co chodzi ?..... Boże! CO SIĘ STAŁO ?......Tak, tak.....Oczywiście. Zaraz tam będę....Może pan jeszcze raz powtórzyć adres ? -poprosił sięgając po kartkę i coś do pisania- Dziękuję. Do widzenia.- rozłączył się i w pośpiechu wybiegł z domu łapiąc po drodze kluczyki do samochodu....
***
No to kolejny rozdział za nami. Z MAŁYM opóźnieniem, ale jest.
Strasznie przepraszam za moją nieobecność. Postaram się, aby to się już więcej nie powtórzyło.
No w sumie to tyle.
Mam nadzieję, że następny w weekend :)
Całuski :*
Cheryl XD
Subskrybuj:
Posty (Atom)